Dlaczego warto jeździć samochodem? Pięć zalet czterech kółek

-Nienawidzę jazdy samochodem- powtarzałam w kółko, po każdym powrocie z jazd. Beznadziejnie mi szło na kursie prawka. Na pierwszym egzaminie praktycznym zrobiłam z siebie debila.  Powinnam nie zdać juz na placu i w ogóle nie wyjeżdżać w miasto. Stres nie tylko zjadał moje nerwy, ale też pamięć. Wyleciała mi z głowy teoria. Egzaminator był bardzo łaskawy, bo ogłuchł na moment na niepoprawne odowiedzi i odzyskał słuch przy poprawnej. Potem dodawałam za dużo gazu przy wjeździe na wzniesienie, a jego co chwila wyrzucało w przód. Ale posyłał mi  „jedynie” pogardliwe spojrzenia. Po wyjeździe z placu strach tak tak mnie spralizował, że poprawne dotąd relacje z Toyotą Yaris, zmieniły się w obustronną nienawiść. Samochód mnie nie słuchał, jak nie słuchałam jego.Instruktor kazał mi skręcić w prawo, a ja zamroczona mówię mu, że przecież tam nie mogę skręcać. Wydawało mi się, że mnie wkręca, żebym oblała. Oczywiście myliłam się. Chciał dobrze, ale cóż…Stres robi swoje. Za drugim podejściem wlokłam się jak ślimak po śliskiej nawierzchni ( akurat zdawałam w deszczowy dzień). Relacje z Toyotą nieco się poprawiły, ale daleko nam było do zażyłości.

Dlaczego w ogóle wzięłam kierownicę w swoje ręce i odważyłam się jeździć?

Po pierwsze, musiałam dojeżdżać na praktyki studenckie.

Poza tym, zachciało mi się wejść szczebel wyżej po drabinie samodzielności.

I last but not east, motywowały mnie słowa mojej chrzestnej. Powtarzała bez przerwy, że kiedy odważę się jeździć, będę w końcu niezależna. Miała rację. Ale poza wolnością, można zyskać znacznie więcej.

Oto moja subiektywna lista zalet jazdy samochodem!

1.Przestajesz przejmować się opiniami innych

Kiedy w przeciągu dziesięciu minut, czwarty raz inni życzliwi kierowcy na Ciebie trąbią, owijasz się niewidzialną folią i pozwalasz, by jęczące dźwięki klaksonów odbijały się od niej. Wiesz, że nic Ci nie zrobią. Wiesz, że wrzaski ich kierownicy to próba zwerbalizowania zniecierpliwienia,a chwilami zażenowania Twoimi umiejętnościami. Ale przecież widzą zielony listek naklejony na przedniej i tylnej szybie. Zrozumieją, że się uczysz. Ty ,w każdym razie, rozumiesz. Musisz wreszcie pożegnać perfekcjonizm. Pora na samoakceptację słabości. Czas mówić sobie słowa otuchy. Pierwszy raz słyszysz, jak wewnętrzny krytyk wystawia Ci pozytywne recenzje.

„Brawo. Trzeci raz jedziesz tym rondem i nie wpadłaś pod tramwaj.”

„ Zobacz, wyprzedziłaś tira!”

„Znowu pokonujesz to skrzyżowanie i tym razem nie blokujesz ruchu, zastanawiając się, gdzie skręcić.”

Ty na kursie, a Ty na drodze nie macie ze sobą nic wspólnego, z wyjątkiem danych osobowych. Okazuje się, że musisz zapomnieć wszystkie kąśliwe komentarze z kursu prawa jazdy. Uruchamia się instynkt przetrwania.

Zaczynasz ze sobą współpracować, dopingować się, cieszyć ze swoich małych sukcesów. I akceptować słabości. Uczysz się wyrozumiałości. Dajesz sobie prawo do pomyłek. Powoli zaczynasz się ze sobą przyjaźnić.

2.Znajdujesz azyl

Możesz zamknąć się w swoim autku, jak w kokonie.  Tylko Ty i to coś, co jest dla Ciebie najważniejsze.

Nigdzie tak dobrze nie wypisywało mi się recept na kolokwium z farmakologii jak na siedzeniu kierowcy. Uwielbiałam też siedzieć na parkingu, za kierownicą i powtarzać materiał z konspektów do mikrobiologii.  Zyskiwałam chwilę dla siebie , w której mogłam bez wyrzutów sumienia zaczytywać się w  „ Królu”. W pokoju, chociaż przytulny, ładny i och i ach, ciągle mnie coś rozprasza. Widzę kalendarz z obowiązkami, kurz na podłodze, komputer i nici z flow.

Wreszcie znalazłam przestrzeń na emocje. Uczucia, Łzy. Lubię sobie popłakać w samochodzie ( oczywiście, zaparkowanym!). Widzą mnie nieliczni przechodnie, ale poza tym jestem sam na sam ze smutkiem, wzruszeniem i złością. Mogę pozwolić na chwilę rozpanoszyć się łzom za kółkiem, a potem przejąć kontrolę i udać się d miejsc, gdzie nadmiar uczuć jest wysoce niewskazany.

3.Uwalniasz umysł

Zwłaszcza na długich trasach.

Wreszcie nie krępuje Cię świat. Milkną telefony i powiadomienia z Fejsa, Instagrama i itd. Dajesz mózgowi odpocząć. Potem wpaść w stan flow. Wyj. Karmisz swoją kreatywność. Pozwalasz kiełkować pomysłom i marzeniom. Większość planów na przyszłość snuje się we mnie właśnie podczas takich tras. Jeśli szukasz weny, wsiadaj za kółko.

Nieraz wena Cię ominie. Ale chociaż dasz pobłądzić myślom z dala od Ciebie. To też jest super.

Kiedyś jeden mój kolega powiedział : „Kocham jeździć autem. Jestem wtedy sam ze sobą. Włączam dobrą muzę i jadę przed siebie. Nic mnie nie obchodzi. Jestem ja i trasa.”

Podpisuję się pod tym obiema rękami.

4. Porzucasz przyzwyczajenia

Według mnie, najlepszy czas na wypróbowanie nowych dźwięków, to właśnie prowadzenie auta. W żadnych innych okolicznościach nie posłuchałabym poezji śpiewanej. Gardziłam nią jako dziecko. Totalnie nie wiem czemu, bo przecież kocham poezję nieśpiewaną

Coś mnie tknęło, żeby posłuchać Starego Dobrego Małżeństwa. Zdziwiłam się. Spodobało mi się. Podobnie jak z płytą Hej. Dostałam ją cztery lata temu i chyba nigdy nie przesłuchałam całości.

Dwa tygodnie temu, znowu długa trasa. Znowu czas na urozmaicenie. A co tam, odsłucham płytę Hey, Unplugged, pomyślałam.  Dostałam ją cztery lata temu, a jeszcze nigdy nie odsłuchałam  w całości.  Znowu mile się zaskoczyłam. Te teksty! Prawdziwa uczta dla duszy!

Nawet spodobały mi się niemieckie piosenki. Wprawdzie trzeba się więcej namęczyć, żeby znaleźć znośne melodie,ale ostatecznie skomponowałam sobie listę pop, która towarzyszyła mi kilka razy w tygodniu,  w drodze na uczelnię.

5. Znajdujesz własne tempo

Kwiecień. Biegnę na zajęcia. Mijam dziewczynkę, najwyżej pięcioletnią. Biegnie po chodniku, gdzieś daleko jej mama, ledwo łapie dech, próbując za nią nadążyć.

Krzyczy: „ Daj się wyprzedzić, nie biegnij, za chwilę Cię dogonię, tylko daj się wyprzedzić.”

Odwróciłam się, żeby sprawdzić, czy ktoś wypowiedział, to powiedział na głos, czy to ja jestem przemęczona i coś tam mi się wydaje w głowie.

Bardzo się zdziwiłam, bo jeszcze  nigdy nie usłyszałam takiej rady. Na kursie prawa jazdy byłam zachęcana ( tonem bardziej perswazyjnym, niż dodającym otuchy )do WYPRZEDZANIA.  Wówczas prędkość 50 km/h wydawała się zawrotna. Przy 70 km/h czułam się, że chwila moment, a pojazd wymknie mi się spod kontroli.

Nie miałam odwagi wyprzedzać. Nie miałam sił. Nie miałam ochoty. Nie potrafiłam zrozumieć, co niewłaściwego jest w tym, że L-kę wyprzedzają inne samochody. O co chodziło tym instruktorom? Przecież się uczę. Przecież mogę jeździć wolno.

Potem, w czasie pierwszych tras, też nie w głowie było mi pędzenie lewym pasem. Myślałam, że nigdy nie ośmielę się wyprzedzać. Ale było mi z tym dobrze. Cieszyłam się, że prowadzę. Że docieram do celu. Że wysiadam na miejscu w całości. Czego chcieć więcej?

Ochota na wyprzedzanie przyszła do mnie po chyba czterech miesiącach codziennej (!) jazdy.

Przestałam się bać wyprzedzania. Ale co najważniejsze, nauczyłam się akceptować życiową niegotowość.

Nie na wszystko jest teraz czas. Możesz się bać trudnych decyzji. Możesz pozwalać, by wszyscy wokół uczyli się gry w szachy podwodne, a Tobie wystarcza dobra powieść i Netflix. Inni mogą pisać pracę magisterską, a Ty czwarty raz poprawiasz maturę, bo chcesz się dostać na upragniony kierunek studiów. Oglądasz fotki znajomych ze ślubu, w momencie, gdy wychodzisz z kawiarni po piątej nieudanej randce w tym roku. Słuchasz opowieści o karierach. Milczysz. Jedyne czym się możesz pochwalić to trzy miesiące terapii i mnóstwo przepłakanych wieczorów.

Tak już jest. Twój czas płynie inaczej. Masz inne tempo. Być  może musisz nadrobić zaległości w smuceniu się. Nie możesz ciągle pędzić, bo znajdujesz się na niewłaściwej drodze.

Zwolnij.

Zatrzymaj się.

Pozwól się wyprzedzić.

Patrz jak inni biegną.

Pobądź w bezpiecznym miejscu.

Przyjdzie chwila, gdy czwarty bieg Ci się znudzi.

Zatęsknisz za rozpędem.

Wyprzedzisz swój strach.

Posts created 20

2 thoughts on “Dlaczego warto jeździć samochodem? Pięć zalet czterech kółek

  1. Haha, dokładnie to wczoraj tłumaczyłam córce 🙂 o tej niezależności za kółkiem i docieraniu z punktu A do B:) Jestem szczęśliwa, że jeżdżę. Choć nie wierzyłam, że dam radę… Ale MUSIAŁAM i ten przymus dodał mi odwagi. Choć gdy stawiałam pierwsze kroki za kółkiem jako kierowca (z prawkiem), to z emocji i traumatycznych przygód zaczęłam pisać „dziennik baby za kółkiem”!

    1. Jakbym słyszała swoją mamę 😉 Też sporo mówiła o samodzielności i motywowała mnie, kiedy chciałam się poddać na kursie, a potem w jeździe z prawkiem 😉 Widać czasami ten zewnętrzny przymus, presja potrafi zadziałać cuda. Z chęcią przeczytałabym ten dziennik.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

W górę