wewnętrzne dziecko

Jak zadbać o wewnętrzne dziecko?

Chyba nie spotkałam jeszcze dziecka, które nie wie, jak posługiwać się kredkami. Ile razy dorośli, chcąc rozkoszować się własnym towarzystwem, kładą na stoliku kartkę białego papieru, kredki i mówią:”Porysuj sobie.” Hmm, tak przynajmniej wyglądało zapełnianie czasu niesfornym dzieciakom, gdy sama ledwo odrastałam od ziemi. Moje młodsze kuzynki mają okazję wcześniej niż ja trzymać w ręku smartfon i gdy dorośli omawiają perypetie związane z wychowaniem latorośli lub wspominają błogie chwile z urlopu, często oglądają bajki, zamiast zapełniać kartki bazgrołami. Albo rysują ale na ekranie tableta.

Od przeszło roku zastanawiam się, co też się dzieje z nami w okresie dojrzewania, że zaczynamy bać się bieli. Przerażają nas białe kartki. Kartki niezapełnione czyimiś słowami, kartki bez historii, białe plamy na obrazach abstrakcjonistów. Nie wiemy, jak poradzić sobie z przestrzenią, która coś do nas mówi. Albo też milczy i zachęca do dialogu. Do opowiedzenia jej swojej historii. Do postawienia kreski, potem drugiej i trzeciej i odważnego zaprezentowania własnego, wizualnego poglądu na drzewo, kota, psa, żonę, męża, brata, siostrę.

  1. Uświadom sobie: zawsze będziesz się bać

Tego lęku nie można przepędzić jak kota niszczącego klomby w ogrodzie. Nie wystarczy tupnąć nogą i rzucić ogryzkiem, wrzasnąć „ Idź sobie!” ( pozdrawiam moją mamę). Będzie nam towarzyszył już zawsze, przecież zwyczajnie się troszczy, żebyśmy się nie zbłaźnili przed sobą, przed innymi.(Swoją drogą nigdy nie poznałam „innych”). Strach przed tworzącym dorosłym przypomina spadochron. Na razie się nie przydaje, ale kto wie, może za chwilę wpadniemy w otchłań uwag, komentarzy, obelg bądź lustrującego wzrokiem milczenia?

2. Sposoby na lęk

Lęk można kochać. I mówić mu: „jestem dorosłym człowiekiem, poradzę sobie bez Ciebie.”

Lęk można przytulić i wrócić do swoich zajęć.

Lęk można też oszukać, a ściślej, pozwolić sobie na niewinne kłamstewko. Na imprezie zawsze znajdzie się przyjaciółka, gotowa nas przenocować. „ Tylko bawię się długopisem, ot takie bazgroły, nie znoszę nic nie robić”. Albo: „ Zwyczajnie, wymyślam głupie historie, bo mam dość rutyny w pracy.” Dziwne, że żadnej wciągającej lektury nigdy nie określamy: głupia historia, która jest ucieczką od rutyny.

Jednak, najskuteczniejszym sposobem na lęk jest ucieczka. Puść rękę tatusia i biegnij do kryjówki. Do muzeum. Do biblioteki, nie takiej, gdzie na półkach znajdziesz tylko „ Szatana z siódmej klasy”, „Plastusia”  i „Sklepy cynamonowe”. Takiej, w której można oddychać zapachem fascynujących historii, z dwuprocentową zawartością tlenu.

3. Intuicja mówi do Ciebie

Zaczęłam ponownie rysować i malować, gdy zbuntowałam się przeciw tatusiowi- lękowi. Posłuchałam głosu intuicji. Na całą niedzielę, we wrześniu zeszłego roku, pojechałam z chrzestnym ( notabene malarzem), do Muzeum Narodowego w Warszawie. On chciał zobaczyć wystawę Kossaka. Ja nie wiedziałam czego chciałam. Obrazy pełne koni, kłębiących się  w walce ludzi, ciężkiej artylerii niespecjalnie przypadły mi do gustu. W poszukiwaniu dzieł, które na dłużej zatrzymają mój wzrok, powędrowałam do Sali z polskim designem. Przepadłam. Myślę, że gdyby ceramika…i tkaniny…nadawały się do jedzenia, opchałabym się nimi. Z konieczności pozostawało mi wzrokowe obżarstwo. Doznałam olśnienia, że oto cały świat wokół, jeśli zechce się na niego patrzeć, może być przeniknięty sztuką. Że piękne projekty sprawiają, że..chce się żyć. Chce się pić wodę z …kubków. Nie chce się siedzieć w modernistycznych fotelach,żeby zmarnować czas. Chce się siedzieć i przyglądać światu z uwagą. Lub czytać wartościowe książki……..

Potem zginęłam w Sali romantyzmu. Przestałam racjonalizować, szukać powiązań sztuki i codziennej rutyny. Zaczęłam kontemplować. Zaczęłam dialog, z pędzlami impresjonistów, rozgadanymi, lecz mówiącymi półgłosem. Współczułam wrzaskom ekspresjonistów. Patrzyłam w oczy….Odpoczywałam na łąkach z faunami Malczewskiego. Patrzyłam przez okno pałacu ….,

4. To dziecko ciągle oddycha

Nic nie wiedziałam o sztuce. Po prostu ją poczułam. Pokochałam kogoś, kto kochał mnie od zawsze, bezwarunkowo, odkąd byłam na świecie. Nie zważał czy rysuję słońce w okularach przeciwsłonecznych, czy głowy mamy i taty powstały przez obrysowanie pięciozłotówek, czy rysunki wiszą w bibliotece szkolnej, czy wysyłam je na konkurs plastyczny.

Nie mogłam zapomnieć pierwszej miłości. Już w samochodzie zaczęłam wpatrywać się z całą wnikliwością, na jaką mnie było wtedy stać, na portret C.S.Lewisa na okładce jego biografii. Ściskałam całą drogę książkę i patrzyłam się na nią. Po powrocie do domu nadal się patrzyłam i zaczęłam ją rysować. Ogłuchłam tymczasowo na głos mówiący: „Po co?” „Jest już dwudziesta druga, czas iść do łóżka.” „ Przecież już za późno, wyrosłaś, z takich rzeczy.” Wiedziałam, że muszę narysować Clive’a i koniec.

Po autorze Narnii przyszła pora kolejne atrakcje związku: na oglądanie artystów na Youtube, na zdjęcia wyrywane z magazynów mody, na kurs rysunku, na palce brudzone węglem i grafitem, na złość, że znowu źle uchwyciłam proporcje. Na ciche dni bez tupotu rysika ołówka po kartkach. Lubię ten nasz związek. I nie żałuję zaangażowania, posłuchania głosu serca.

Czy bardziej kochasz strachliwego tatusia czy dziecko w Tobie, które marzy, by przez chwilę pohuśtać się, pokręcić na karuzeli?

Dziecko wie, że po zabawie przychodzi czas na pracę. Dziecko wie, że trzeba odrabiać lekcje i chodzić do szkoły. Tylko to dziecko nie może wysiedzieć cały dzień prosto w ławce. Daj mu się wyżyć.

Posts created 20

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

W górę