ktoś chciał z nami porozmawiać Historia jednego zasłuchania

Ktoś chciał z nami porozmawiać, czyli historia jednego zasłuchania

 

Od trzeciego roku studiów lekarskich część zajęć odbywa się w blokach. Przez tydzień, półtora albo dwa chodzę z dwoma grupami dziekańskimi do szpitala, na konkretny oddział. Przez dwie godziny słuchamy prelekcji. Przez dwie kolejne uczymy się, jak nie zrobić pacjentowi krzywdy, a nawet mu pomóc. Przeprowadzamy wywiad, próbujemy go badać, czasem oglądamy badania, zabiegi. Tę drugą część odbywamy w sześcioosobowych zespołach tzw, grupach klinicznych. Praktykujemy pod okiem lekarza.

Co tu dużo ukrywać- trochę mu przeszkadzamy. Na czas, gdy przebywamy na oddziale, nie rezygnuje z pracy. Musi zajmować się nie zawsze ogarniętymi studentami i pacjentami. Rozumiemy to. Wiemy, że czasem trzeba będzie zaczekać na lekarza. Jesteśmy świadomi, że ma tyle na głowie, że nie zapamięta nawet naszych imion. I że o nie nawet nie zapyta. Przyzwyczailiśmy się, że jesteśmy jednymi z wielu. Garstka spośród 350 innych studentów lekarskiego.

Z tym nastawieniem zaczynałam kolejny blok. Na psychiatrii.

Standard. Prelekcja ( bardzo interesująca). Potem przerwa. A następnie…dzwonienie domofonem. Jedyny sposób, by dostać się na oddział zamknięty.

W szóstkę pomaszerowaliśmy wąskim korytarzem do końca oddziału. W pomieszczeniu, które w zamyśle było gabinetem, a wyglądało na biuro, czekał na nas On. Lekarz. Psychiatra. Dr n. med. Hab.

Wow. Nie my na niego, ale on na nas. Myślałam, że może się spóźniliśmy. Look na zegarek. Weszliśmy punktualnie, o 10.

Myślałam, że On wstanie i oprowadzi nas po oddziale. Jednak zapraszającym gestem zachęcił nas do wejścia do pokoju. Usiedliśmy w kółeczku naprzeciwko niego. Przedstawił się. Okazało się, że siedzimy w gabinecie psychiatry i PSYCHOTERAPEUTY. Gdy skończył rutynową formułkę przywitalną, którą zapewne raczy wszystkich studentów, poprosił nas o przedstawienie się. Popatrzyliśmy na siebie z niedowierzaniem. Pierwszy raz to lekarz chciał nas poznać. Ktoś zapytał nas o imię. Kogoś obchodziliśmy.

Dlatego zaczęliśmy mówić. Przedstawienie się okazało się dopiero początkiem. Otworzyliśmy się. Przed nim, przed sobą nawzajem.Odpowiadaliśmy na jego pytania, zadawane niby od niechcenia, a jednak obnażające nas. Po raz pierwszy usłyszeliśmy historie ze swojego życia, nieujawniane nawet po kilku głębszych. Szczerze powiedzieliśmy, dlaczego jesteśmy na tych studiach. Co nam się tu podoba. Czego nie cierpimy. Jakie są nasze pasje, plany, marzenia. Popłynęliśmy w zwierzeniach.

On nas zaczarował. Potakiwał głową. Powtarzał : Aha, Hm, Rozumiem. Czasem ciągnął subtelnie za język: „ Dlaczego tak? A czemu? Co pana/ panią do tego skłoniło?” Ale poza tym? Siedział. Patrzył na nas. Uśmiechał się. Przez większą część czasu milczał.

On nas słuchał. Szczerze. Aktywnie. Całym sobą. Zaufałam mu, chociaż znałam całe cztery minuty.  Wreszcie potrafiłam wypełnić polecenie: Proszę opowiedzieć parę słów  o sobie.

Przeważnie słysząc te słowa oblewam się rumieńcem w kolorze maku i dukam imię, nazwisko i kierunek studiów.

Tego dnia zdołałam, z rumieńcami, ale barwy niedojrzałej truskawki powiedzieć o ulubionych książkach. I o sztuce nowoczesnej. I o kursie rysunku. I o innych osobistych częściach mnie, zasłanianych kotarą milczenia, gdy każą mi powiedzieć coś o sobie na spotkaniach integracyjnych.

On potrafił nie słyszeć. Słów, dźwięków, niepewnego tonu. On potrafił nas usłyszeć. Drżenie głosu, gdy ktoś mówił o śmierci ojca. Nutkę niepewności przy uzasadnianiu wyboru studiów. Niewyraźne dźwięki wydobywające się zza zaciśniętych zębów. Takie niuanse, dodające wypowiedzi zabarwienia, doprawiające werbalny przekaz szczyptą emocji. Niewerbalne siedemdziesiąt procent przekazu, ignorowane przez siedemdziesiąt procent słuchaczy.

Nie wywyższał się. Nie stwarzał dystansu. Nie przerywał. Nie zamyślał się. Opanował perfekcji sztukę niespotykaną w dzisiejszym świecie. Był mistrzem słuchania.

Posts created 24

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

W górę