Jak patrzeć w lustro z życzliwością

Jak patrzeć w lustro z życzliwością? Czyli początek drogi do samoakceptacji.

Niedawno przypomniało mi się pewne zdarzenie. Dokładnie cztery lata temu byłam na kursie Nowe Życie. W jeden marcowy weekend miałam przejść totalną przemianę. Stać się innym człowiekiem. Zyskać Nowe Życie.

Dowiedziałam się o kursie od mojej przyjaciółki Natalii. Ta niezwykła kobieta ma dar przekonywania. Jeśli coś ją ekscytuje, a ty się o tym dowiesz, wkrótce zaczniesz podzielać jej uczucia. Jeśli ją zachwycił kurs szycia, na pewno w kolejny weekend zaczniesz się uczyć szycia na maszynie. Jeśli mówi, że nowa powieść Sparksa jest super, przy kolejnej wizycie w Empiku kupisz tę książkę. Kiedy więc Natalia zachęciła mnie do zapisu na kurs, nie wahałam się.

Początek

Pierwszego dnia kursu, w piątkowy wieczór zaplanowano pierwsze spotkanie uczestników. Zgromadziliśmy się w małej, słabo ogrzewanej salce. Klapnęłam na drewnianym krześle, starając się przybrać pozę minimalnie nadwyrężającą kręgosłup. Dyskretnie ziewając, starałam się z uwagą wysłuchać absolwentów kursu. Ci ludzie mieli mnie przekonać, jeszcze bardziej niż Natalka.  Dali ciała.

Nie czułam napięcia. Nie doznawałam nutki podekscytowania, towarzyszącej mi przy wyjazdach. Byłam wkurzona. Siedziałam otoczona ludźmi starszymi ode mnie o dobre dziesięć lat. Wydawali mi się totalnie nie z mojej bajki. Marzłam. Chciało mi się spać. Miałam wyrzuty sumienia, bo przecież w poniedziałek czekał mnie sprawdzian z matmy. Marnowałam weekend. Chciałam wybiec z sali.

-A teraz spotkacie się z najpiękniejszą osobą na świecie.

Słysząc te słowa, otworzyłam szerzej oczy.  Piękno. W głowie pojawił się ciąg skojarzeń: atrakcyjność, uroda, chudość, długie nogi. Miałam wtedy fioła na punkcie wyglądu. Wierzyłam, że wygląd to mój papierek lakmusowy. Świadczy o mnie. Jeśli jest nieperfekcyjny, jestem nikim. To przekonanie determinowało wszystkie działania. Miałam cel. Wyraźny. Jak kości policzkowe modelek. Pragnęłam się zmienić. Być inna, atrakcyjniejsza, chudsza. Codziennie wykonywałam jeden krok w kierunku ideału piękna. Dwie kromki chleba mniej. Jedna czekoladka mniej. Połowa porcji obiadu. Kilka minut dłużej przed lustrem. Powolutku zbliżałam się do celu.

Kto to?

Liczyłam, że spotkam wzór. Że ujrzę chodzący ideał. Że wystarczy jedno spojrzenie, a zmotywuję się jeszcze bardziej do dbania o wygląd. 

Alternatywa też wchodziła w grę. Mogłam spotkać kogoś z mocą. Nie słuchałam przemówień występujących przed chwilą osób. Nie wiedziałam, czy wspominali o kimś ważnym. Domyślałam się jednak, że sama nie stworzę Nowego Życia. Może to ta najpiękniejsza osoba,  ta którą ujrzę za chwilę, potrafi je dawać.

Dreszczyk ekscytacji przebiegł przez moje ciało. Podniecenie wzrastało z każdą minutą. Tym bardziej, że prowadzący stworzyli dla nas, uczestników, rytuał. Prowadzący kurs wywoływali nas po imieniu. Pojedynczo. Potem wywoływany wstawał i wychodził gdzieś z salki z prowadzącym.

Czekałam. Napięcie rosło. „A…nia”. „A…ndrzej”. „ J..ustyna” „ Asia” . Wstała na oko pięćdziesięcioletnia blondynka. Pierwsza wywołana wróciła do Sali. Na twarzy gościł błogi uśmiech. „ Natalia” Wróciła. Po kwadransie. Widziałam łzy w jej oczach. Kolejni uczestnicy wstawali, poruszali się mocno w czasie spotkania z piękną osobą i wracali. Odmienieni. Zadowoleni, Wzruszeni.  Spojrzałam zniecierpliwiona na zegar. Już godzina. Kiedy moja kolej?

Asia.

Omiotłam salę wzrokiem. Nikt nie wstał.

Prowadzący poprowadził mnie korytarzem do jednego z pokoi ośrodka. Pozwolono mi otworzyć drzwi pokoju 303. Mogłam spędzić tam tyle czasu, ile zechcę.

Zaskoczenie

Weszłam. Zobaczyłam na wprost siebie lustro. A w nim swoją twarz.

Nagle w oczach zakręciły mi się w łzy. Spoglądałam na swoje odbicie jakby przez mgłę. Cały obraz rozpłynął się, ale to wciąż byłam ja. Z dużymi zielonymi oczami. Z długimi blond włosami, ni to prostymi, ni to kręconymi.

Nie wierzyłam. Wypierałam. Oczekiwałam czegoś więcej. Gapiłam się kwadrans na siebie. Dotarło, że to wszystko. Gdy patrzę w lustro, widzę tylko siebie. Skoro i tak spędzam ze sobą dużo czasu ( i ze swoim odbiciem też) muszę siebie zaakceptować, Mogę zdecydować, kim dla mnie jest ta Asia. Decyduję, czy lubię nowo poznaną osobę czy nie. Decyduję, czy kogoś kocham czy nie. Decyduję, czy przyjmuję prawdę o sobie czy nie. Czy wierzę, że ta najpiękniejsza osoba to ja. I Ty.

Coś zmieniło się we mnie tamtego wieczora. Żadna spektakularna metamorfoza. Jeszcze przez kolejne cztery lata miałam fioła na punkcie wyglądu. Borykałam się z samoakceptacją długo po skończeniu kursu. Jednak przy tamtym spotkaniu zyskałam

Nowe Życie wlewa się we mnie powoli. Jednak czasami, przy rutynowym myciu rąk zdarza mi się chwilę popatrzeć w oczy tej dziewczynie w lustrze i powiedzieć do niej: ” Jesteś piękną osobą.”

Nie laską, nie sexy girl, nie pretty face. Osobą. Z pokaźnym wachlarzem emocji. Z niepowtarzalnym charakterem. Z arsenałem ciętych ripost. I zestawem ulubionych powiedzonek. Z upodobaniami. Ze zdolnościami.

Kogo widzisz w lustrze? Jak by wyglądał Twój dzień, gdybyś myślał o sobie, jak o najpiękniejszej osobie? Gdybyś podczas zerknięć w lustro powiedziała: Jesteś piękna. Masz w sobie piękno, które zachwyca. Możesz wywołać na czyjejś twarzy uśmiech. Możesz sprawić, że Ktoś wzruszy się na Twój widok. Jesteś darem. Masz opakowanie, ale w środku jest coś znacznie lepszego niż kolorowy papier i złota wstążeczka.

Co by było, gdybyś  nie musiała się starać? Przestała dążyć: do najlepszej sylwetki, najszczuplejszych nóg, najdłuższych paznokci. Gdybyś uwierzyła, że masz wszystko. Tu i teraz. Jesteś wyjątkowa. Jesteś jedyna. Jesteś najpiękniejszą osobą na świecie.

Posts created 20

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

W górę