tak wygląda umieranie

Tak wygląda umieranie

Otoczyliśmy łóżko Nieznajomego.  Kierownik, rezydentka, pielęgniarka oddziałowa, stażystka i trzy studentki.

Nieznajomy zachowywał się jak kamyk, który właśnie wpada do najgłębszego Morza na świecie.  Po wrzuceniu do wody pragnął roztaczać wokół siebie okręgi. Ale my nie pozwoliliśmy mu zburzyć spokoju wody. Zacieśnialiśmy się wokół niego. Wszystko po to, aby obserwować proces umierania. Chłodnym, profesjonalnym spojrzeniem.

Nieznajomy stał niezdecydowany, na brzegu Morza. Niezdarnie zdejmował cielesne ubranie. Stawał się z każdą minutą bardziej nieludzki. Albo może to my byliśmy nieludzcy w poddawaniu analizie jego ostatnich chwil na ziemi?

Wyglądał jak kukiełka. Wydawało mi się, że za chwilę, tuż przed naszym opuszczeniem sali  zza białych metalowych prętów wyskoczy jakaś roześmiana pani , po czym ukłoni się, podczas gdy my będziemy oklaskami wychwalać jej oszałamiający pokaz. Skóra Nieznajomego przypominała tworzywo, z jakiego wykonywane są lalki. Żółta, wilgotna, usiana głębokimi ranami…

Próbowałam uchwycić jego spojrzenie, iskrę życia tlącą się w ludzkich źrenicach. Poszukiwałam dowodu na to, że przed nami leży prawdziwy człowiek. Jednak jego powieki opadły ciężko, zdołały przesłonić trzy czwarte gałek ocznych. I wtedy wiedziałam, że pewnością nigdy więcej się nie uniosą. Nie opadną też bardziej, będą trwać w zawieszeniu, niezdecydowane. Za słabe, by unieść się i pozwolić ciekawości prowadzić się ku z pewnością wielu nierozwiązanym zagadkom życia. Za silne, by pozwolić zatrzasnąć się ostateczności.

Kierownik w napięciu patrzył na monitor. Przypominał bardziej kibica F1 aniżeli lekarza internistę. Pochylał się nad łóżkiem, kierował tułów w kierunku transmisji z ostatnich minut pojedynku starość kontra śmierć. Pewnie zaklaskałby, gdyby nie fakt, że w jednej ręce trzymał karty pacjentów. Tętno malało wprost proporcjonalnie do ilości minut pozostałych do lunchu Kierownika. 30, 29,28,27,26,25… Wiadomo komu kibicował Kierownik. Ostatnie sekundy nie mogły zmienić wyniku nierównego pojedynku. Serce pacjenta słabło z każdym wyrzutem fali krwi. Miało coraz mniej sił, by kreślić załamki, wspinać się na szczyty i schodzić w doliny EkG. Pozwalało spłaszczać się torom swoich tras. Ostatecznie opadło na niziny. Może szło nadal, w kierunku znanym tylko Pacjentowi. Dla Kierownika jednak ziemski spacer dobiegł końca.

– Popatrzcie, tak wygląda umieranie!- zakrzyknął triumfalnie.

Rozejrzałam się wokół. Nie było w pobliżu nikogo, oprócz nas. Nikt nie pomachał pacjentowi na pożegnanie. Żeby chociaż pojawiła się jakaś staruszka…Mogłaby powiedzieć: ” Do zobaczenia wkrótce.”. A tu nic. Pusty korytarz. Jakiś wysoki mężczyzna energicznym krokiem przechodzi obok sali, wraca się, zagląda przez szybę i otwiera drzwi sali naprzeciwko. Nieznajomy to najwyraźniej Anonimowy. Zapomniany. Opuszczony.

– Był alkoholikiem. Zobaczcie, wątroba wysiadła, miał żółtaczkę, a te rany to świerzb – wyjaśnia z przejęciem Kierownik.

Czyli już wiem, na co zwracać uwagę w ostatnich minutach. Nawet w pobliżu ostateczności liczy się wygląd. Uśmiech nr 1 dla widowni, nienaganna fryzura, odpowiednie miny. Liczą się krople potu ścierane z czoła tuż przed ko, przekleństwa wypowiadane ze zmęczenia nierówną walką. Nikt nie zauważy, że w ferworze walki gubią się cząstki prawdziwego ja. Te codzienne. całusy posłane żonie, te nieudane próby przytulenia dzieci, te uściski na zgodę…Wraz z ostatnim tchem, ulatnia się pamięć o tym, co wypełniało ciało.

Pozostają dwa białe zaścielone bilety, ciągle czekające na skasowanie na dwóch łóżkach obok. I bilet pokonanego, na pewno nieważny, widać pomiętą pościel z  plamami skrzepniętej krwi. Zespół ekspertów podda ocenie każdy nieprawidłowy ruch ścięgien, wytknie minimalne wykrzywienia kostek winne upadków, skrytykuje niewydolne płuca. Ostatecznie Kierownik pożegna przegranego zawodnika zamaszystym podpisem przy akcie zgonu.

A my wyjdziemy z sali przytłoczone nadmiarem wiedzy, którą nie sposób opanować w jeden lipcowy poranek. Ale za to bez trudu zapamiętamy, jak wygląda umieranie.

Posts created 19

7 thoughts on “Tak wygląda umieranie

    1. Dziękuję i …zapraszam 😉 Wrażliwość to piękny dar! Według mnie warto nim się zaopiekować zwłaszcza w dzieciństwie 🙂 W okresie dojrzewania bardzo łatwo uznać wrażliwość za słabość, niedopasowanie do świata, ciężar ….Tak wiele osób stara się jej pozbyć…Trzymam kciuki za córę 🙂

  1. Umieranie pacjentów jest bardzo trudne. Podobno, gdy nie wyzwala u medyków żadnych emocji (oprócz obojętności), powinni zmienić zawód.
    Niestety tak się nie dzieje.
    Przepiękne porównania! Te historie możnaby odpowiedzieć krótko i płytko, dzięki Tobie wypłynęła na głębie.
    Jak osoba z tak dużą wrażliwością radzi sobie ze śmiercią pacjentów?

    1. Dziękuję za piękne słowa 🙂 A co do tematu śmierci…Wydaje mi się, że „gruba skóra” przydaje się medykom, w końcu codziennie stykają się z cierpieniem, bólem, tragedią drugiego człowieka. Jednak wyzbycie empatii zmienia pracę w usługodawstwo, a w końcu pacjenci ( w większości) oczekują jednocześnie profesjonalizmu i traktowania ich po ludzku. Trudno znaleźć balans między jednym i drugim. Szczerze Kasiu na razie każdy ciężko chory i umierający pacjent zostawia wyraźny ślad w psychice, więc chyba sobie jeszcze z tym nie radzę.

  2. Pięknie piszesz. Bardzo poruszająco. Dosadnie, ale delikatnie zarazem. Język na poziomie, co zgarniają Pulitzery. I te porównania!!! Wzruszyłam się.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Related Posts

Begin typing your search term above and press enter to search. Press ESC to cancel.

W górę